Jak co roku (od 7 lat) z końcem grudnia okazało się, że Polska nie jest gotowa na przyjęcie ustawy o publicznym transporcie zbiorowym i po raz kolejny istnieje pilna konieczność ustalenia dłuższego vacatio legis (okresu przejściowego), umożliwiającego funkcjonowanie transportu pasażerskiego na obecnych zasadach (zezwolenia + dopłaty). W ubiegłych latach panika ustawodawcy związana z problemem funkcjonowania publicznego transportu zbiorowego zaczynała się w okolicach listopada, jednak w tym roku postanowiono wypróbować żelazne nerwy przewoźników i rozpoczęto działania w zakresie ustawy dopiero w połowie grudnia. Efekt mamy taki, iż nie wiadomo, czy od 1 stycznia 2020 roku przewoźnicy osób będą mieli możliwość wyjazdu w trasę. O ile sejm „przepchnął” projekt nowelizacji w trybie ekspresowo-nocnym już 12 grudnia, o tyle senat już się nie spieszy i zgodnie z drukiem senackim nr 21, 21a czas na wprowadzenie poprawek bądź uchwalenie ustawy bez poprawek mija 12 stycznia. Jeśli senat wprowadzi poprawki, sejm będzie zobowiązany je przegłosować na kolejnym posiedzeniu – a czasu jest niewiele.

Największym problemem jest jednak nie to, czy nowela zdąży przejść przez senat i uzyskać podpis prezydenta. Głównym problemem jest fakt, iż po raz pierwszy kolejne wydłużenie daty wejścia w życie nowych zasad będzie stanowiło naruszenie przepisów UE. Wynika to z faktu, iż zgodnie z art. 8 ust. 2 rozporządzenia (WE) nr 1370/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 października 2007 r. dotyczące usług publicznych w zakresie kolejowego i drogowego transportu pasażerskiego (…) zamówienia prowadzące do zawarcia umów o świadczenie usług publicznych w zakresie transportu kolejowego i drogowego powinny być od dnia 3 grudnia 2019 r. udzielane wyłącznie w oparciu o art. 5 tego rozporządzenia, a to oznacza, że ustawa o publicznym transporcie zbiorowym powinna już w pełni funkcjonować od 3 grudnia. Inaczej mówiąc, pomimo „dobrej woli” ustawodawcy, system oparty na dopłatach do ulg i zezwoleniach nie ma prawa już istnieć. Jak to rozwiąże ustawodawca – nie sposób przewidzieć. Chociaż wydaje się, że nasz kraj z łamaniem coraz to nowszych regulacji UE nie ma problemu, o tyle konsekwencje dla przewoźników mogą być dalej idące. Przypuśćmy, że UE za rok- dwa uzna, że organizacja przewozów oparta o dopłaty była niezgodna z prawem UE… w konsekwencji same dopłaty również zostaną uznane jako wydatkowane niezgodnie z prawem, a to już krok od żądania zwrotu dopłat… jak zwykle, najwięcej ryzykują przewoźnicy. Czy tak będzie faktycznie – czas pokaże.